“Trochę inne” Podhale z dzieckiem

Jednym z regionów do którego zawitaliśmy podczas tegorocznych wakacji było Podhale. Wszyscy znamy Zakopane i właśnie głównie to miasto kojarzy się wszystkim z Podhalem. A tymczasem północną granicę Podhala tworzą Gorce, natomiast na południu Podhale sięga do Kościeliska i Zakopanego.

W tym rejonie zatrzymaliśmy się na dwa dni zarówno w Gorcach, jak i w Kościelisku. Mieliśmy plany, aby zdobyć najwyższy szczyt Gorców – Turbacz (1310 m n.p.m.), jednak jedyny deszczowy dzień, jaki przeżyliśmy podczas urlopu przypadł właśnie na ten dzień. W związku z tym musieliśmy zmienić plany i zamiast wspinać się na szczyt należący do Korony Gór Polskich, pojechaliśmy zobaczyć okoliczne atrakcje.

Jedną z nich był Nowy Targ, a właściwie Królewskie Wolne Miasto Nowy Targ. Nowy Targ jest historyczną stolicą Podhala i podobno słynie z nieziemsko dobrych lodów. Lody nowotarskie mają historię sięgającą lat 50-tych ubiegłego wieku i są wpisane na listę produktów tradycyjnych. Konkurują tu dwie firmy rodzinne: Lubieńscy i Żarneccy. Obie kawiarnie zlokalizowane są na rynku właściwie tuż obok siebie. Grzechem byłoby nie spróbować tych lodów, więc i my daliśmy się skusić 😉

Kolejnym punktem, który odwiedziliśmy w okolicy był Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce. Powstał on na terenie byłej parowozowni w Chabówce i posiada w swoich zbiorach ponad 90 zabytkowych pojazdów szynowych. To prawdziwy raj dla miłośników kolejnictwa i oczywiście dla dzieci, które przecież kochają pociągi. Do niektórych parowozów można nawet wchodzić. Nam najbardziej spodobał się Pług wirnikowy z napędem parowym z 1943 roku, który służył do odśnieżania torów z głębokich zasp śnieżnych.

Będąc w Gorcach nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy mimo deszczowej aury nie poszli na szlak. I tym sposobem szliśmy drogą znajdującą się obok naszego miejsca noclegowego i podziwialiśmy panoramę gór oraz tamtejszą florę i faunę 😉 Muszę przyznać, że Gorce zrobiły na mnie duże wrażenie i mam mocne postanowienie wrócić tam, przy pierwszej możliwej okazji i to na dłużej.

Z Gorców pojechaliśmy na samo południe Podhala, a mianowicie do Kościeliska. Na szczęście pogoda znacznie się poprawiła dzięki czemu mogliśmy dwa dni intensywnie zwiedzać okolicę. W pierwszym dniu pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Tam wypożyczyliśmy rowery i wybraliśmy się na przejażdżkę jedną z najpiękniejszych tatrzańskich dolin. W Dolinie Chochołowskiej można swobodnie jeździć na rowerach ponieważ droga asfaltowa ciągnie się przez blisko 4 km. (Taka uwaga: wypożyczając rowery nie płaci się za parking przy dolinie).

Następnego dnia wstaliśmy bardzo wcześnie rano i już przed 8:00 byliśmy na szlaku w Dolinie Kościeliskiej. W planach było dotarcie na 9:00 do Jaskini Mroźnej (jednej w wielu jaskiń w Tatrach), której trasa otwarta dla turystów wynosi ponad 0,5 km. Udało nam się dotrzeć pod jaskinię jeszcze przed otwarciem. Byliśmy jako trzecia drużyna. Przed nami była tylko para młodych ludzi oraz ojciec z dorosłym synem 😉

Jaskinia Mroźna warta jest zobaczenia. Korytarze ciągną się w nieskończoność, zaskakując różnymi ciekawymi formami, wyrobiskami, grotami, przeciskami. Było naprawdę super!

Po wyjściu z jaskini udaliśmy się w dalszą drogę Doliną Kościeliską podziwiając jej piękno.

W pewnym momencie odbiliśmy na szlak, który prowadził do kolejnej jaskini – Jaskini Mylnej. Szlak jest dość trudny, prowadzi ostro w górę i trzeba przytrzymywać się łańcuchów. Jaskinia Mylna nie jest jaskinią komercyjną, wchodzi się do niej na własną rękę, dlatego warto zaopatrzyć się w dobre latarki. Znacznie wyżej, jest jeszcze jedna jaskinia – Raptawicka. Jednak do niej nie zdecydowaliśmy się wejść z Grzesiem – naszym zdaniem było to zbyt niebezpieczne.

Spacer po Dolinie Kościeliskiej zakończyliśmy przy Schronisku na Hali Ornak. Tam odpoczęliśmy, zjedliśmy zabrany ze sobą prowiant i przystawiliśmy pamiątkowe pieczątki. Potem udaliśmy się w powrotną drogę z przystankiem na zanurzenie obolałych stóp w lodowatym potoku.

Uwaga praktyczna:

Chcąc uniknąć tłumów na tatrzańskich szlakach najlepiej wybrać się na nie w dzień powszedni jak najwcześniej rano. My startując przed godz. 8:00 nie mieliśmy dużo towarzystwa, natomiast, gdy po południu wracaliśmy, naprzeciwko nas szły już całe masy ludzi, tworząc zwarty „kolorowy dywan” na szlaku.

Chciałabym polecić Wam jeszcze jedno ciekawe miejsce, do którego udało nam się dotrzeć, a gdzie nie spotkaliśmy zbyt wielu turystów. To Jaskinia Dziura, która znajduje się w Dolinie Ku Dziurze zaraz koło Zakopanego. Jaskinia jest niewielka, ale prowadzi do niej niedługi i niewymagający urokliwy szlak. Aby wejść do jaskini trzeba mieć własne latarki.

Podczas naszego pobytu na Podhalu celowo unikaliśmy Zakopanego, popularnych szlaków tatrzańskich i mocno turystycznych miejsc. Nie byliśmy w Dolinie Pięciu Stawów, nad Morskim Okiem i nie zdobyliśmy Giewontu, nie wspięliśmy się też na Rysy. Postawiliśmy przede wszystkim na odpoczynek, relaks i przyjemność i jak ognia unikaliśmy tłumów. Okazuje się, że dobrze zaplanowane wycieczki pozwalają na poruszanie się po okolicznych szlakach bez obijania się o innych ludzi 😉 Dlatego zachęcam do odwiedzania tatrzańskich szlaków, jednak w nieco inny sposób i nieco inne rejony niż większość turystów 😉