Czy można żyć bez telewizji

wild-865296_640Kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez telewizji. Odbiornik tv obowiązkowo pojawiał się w każdym pomieszczeniu naszego mieszkania (no, prawie w każdym): w sypialni, w pokoju dzieci, w kuchnio/jadalni. Telewizję oglądaliśmy w niemal każdej wolnej chwili, a wieczorem to już praktycznie obowiązkowo i codziennie. Na szczęście te czasy minęły… i mam nadzieję, że minęły bezpowrotnie 🙂

Obecnie cieszymy się życiem bez telewizji. Od jakiegoś czasu nie oglądamy wiadomości, programów, seriali, filmów. Jeżeli już coś bardzo chcemy zobaczyć, włączamy po prostu Internet. Grześ bajek na TV też nie ogląda. Zrezygnowaliśmy całkowicie z kablówki i dzięki temu mamy więcej czasu na inne rzeczy, na swoje pasje, no i oczywiście także dla siebie.

Często słyszę pytanie, czy brak TV nie ma negatywnego wpływu na kontakty dzieci z rówieśnikami, bo przecież dzieci często rozmawiają o obejrzanych bajkach, filmach, programach. A zatem odpowiadam: nie, nie ma to żadnego wpływu. Starsi synowie mają inne tematy do rozmów z rówieśnikami i odnajdują się w nich świetnie. Na szczęście młodzież w dzisiejszych czasach sama odstawia telewizję na boczny tor, nie ma więc ona wielkiego znaczenia w utrzymywaniu znajomości czy przyjaźni. A młodszy… bajki można również oglądać w Internecie. No cóż, czasami mu włączamy, dość rzadko, ale jednak… 😉

Tak więc, z całą pewnością mogę stwierdzić, że bez telewizji można żyć. Człowiek chyba jest nawet szczęśliwszy, kiedy nie bombardują go codziennie miliony (zbędnych) informacji, które tak naprawdę nie są nam wcale potrzebne do normalnego funkcjonowania. Większość niusów, to tanie sensacje, zaśmiecające nasz umysł i nasze myśli, albo afery, które tylko wzbudzają złość, frustację i nasilają stres. A filmy i seriale… przeważnie są po prostu stratą czasu. Znacznie przyjemniej jest poczytać książkę, porozmawiać ze sobą, pograć wspólnie w grę planszową, pójść na spacer, spotkać się z przyjaciółmi, porobić coś, co przynosi radość, satysfakcję i odprężenie… Czyż nie mam racji?… Przyznajcie sami…