Jak żyjemy i podróżujemy po Polsce w czasach zarazy?

Odpowiedź jest jedna: staramy się postępować rozsądnie… Na wstępie zaznaczę, że pomimo takich czasów jakie obecnie są, my mamy ogromną potrzebę podróżowania i „wyrwania się” z domu. Jest nam to niezbędne do zachowania równowagi psychicznej i fizycznej. Nie mówię, że każdy powinien tak postępować, bo na szczęście mamy różne potrzeby i różne priorytety. Ja wiem jedno: jeśli tylko sytuacja będzie na to pozwalać, będziemy wychodzić z domu i kropka.

To już druga tura różnych ograniczeń. Wiosenny lockdown bardzo nas ograniczał, bo nie mogliśmy nawet pojechać do lasu. Obecnie (póki co) aż takich zakazów nie ma. Jednak my świadomie i z premedytacją podjęliśmy kilka kroków, działań i decyzji, które wydają nam się rozsądne i potrzebne w danej sytuacji.

I tak:

nosimy maseczki w miejscach publicznych – zawsze i wszędzie po wyjściu z domu, czyli w sklepie, na ulicy, na klatce schodowej, w przychodni, w urzędach, w innych lokalach i przestrzeniach zamkniętych, w tramwajach i autobusach (chociaż obecnie bardzo ograniczyliśmy korzystanie ze środków transportu publicznego)

– zawsze mamy przy sobie płyny odkażające i korzystamy z nich w razie potrzeby, na przykład po dotknięciu klamki, drzwi, odebraniu przesyłki itp.

ograniczyliśmy do minimum kontakt z bliskimi, dalszą rodziną, znajomymi i innymi osobami

nie chodzimy na żadne spotkania towarzyskie, nawet rodzinne

nie organizujemy żadnych spotkań rodzinnych – urodziny, imieniny, rocznice itp. święta spędzamy tylko w gronie domowników

– od początku października pracujemy zdalnie z domu (na szczęście pracodawcy stworzyli nam taką możliwość), a syna „wypisaliśmy ze szkoły” jeszcze zanim wprowadzili zdalne nauczanie w młodszych klasach – Grześ ma teraz edukację domową

nie jeździmy w popularne miejsca, a jeśli już nam się zdarzy, zawsze planujemy taki wyjazd o niepopularnej godzinie, czyli wcześnie rano

odłożyliśmy wszystkie nieistotne na daną chwilę zakupy i aktywności w miejscach publicznych na tzw. „lepsze czasy”

każde niezbędne wyjście i każde spotkanie z innymi osobami jest przez nas najpierw dobrze przemyślane i staramy się na nie odpowiednio przygotować

– regularnie jeździmy na plenerowe wycieczki: do lasu, na różne szlaki, ścieżki przyrodnicze, zwiedzamy ciekawe zakątki regionu i kraju – jednak zawsze dobrze to planujemy i wybieramy taką porę, aby nie spotkać tam ludzi, albo żeby było ich jak najmniej

na wakacjach w tym roku zrezygnowaliśmy z popularnych miejscowości, na rzecz zupełnie nieturystycznych, które okazały się równie cudowne i interesujące, a do tego zupełnie wolne od turystów i letników

na wyjazdach wybieramy na noclegi bezpieczne miejsca z minimalnym kontaktem z innymi ludźmi

jeśli zaplanujemy jakiś wyjazd w konkretne miejsce, a po przyjeździe okazuje się, że jest dużo ludzi, natychmiast zmieniamy decyzję i jedziemy w inne, mniej oblegane rejony (zdarzyła nam się taka sytuacja kilka razy)

jeśli możemy, wspieramy lokalną gastronomię kupując co jakiś czas jedzenie z dowozem do domu (są to na ogół punkty, które chętnie odwiedzaliśmy również w normalnych czasach)

większość zakupów robimy przez Internet z dostawą do paczkomatu (poza spożywką, bo w te artykuły zaopatrujemy się raz w tygodniu w sklepach stacjonarnych)

Moi drodzy… Są osoby, które nic sobie nie robią z tego, co teraz przeżywamy i żyją dalej, tak jak żyli do tej pory. Wiele osób trochę się przejęło, ale jest bardzo zagubionych w tych wszystkich obostrzeniach, zakazach i nakazach, które zmieniają się z dnia na dzień i ostatecznie nie wiedzą jak mają postępować. Są osoby, które zarzucają innym, że wyjeżdżają, a przecież powinni siedzieć w domu, jak inni… Są tacy, którzy rzeczywiście zamknęli się w domach i całkowicie odizolowali od zewnętrznego świata. Są też osoby, które próbują innym zarzucić propagowanie aktywności, w czasach kiedy jest to niestosowne…

I tak sobie myślę… Że jeśli każdy z nas, dobrze by przemyślał swoje działania, dokonywał dobrych wyborów, nie pchał się tam, gdzie są tłumy innych ludzi i działał w sposób odpowiedzialny (za siebie i innych), to teraz nie mielibyśmy aż tak drastycznej sytuacji… Nie chodzi o to, by zaryglować się w domu, ale żeby żyć rozsądnie…

Tak jak napisałam na początku wpisu: my nie zaprzestaniemy wyjeżdżać na wycieczki, nawet jeśli ktoś uważa, że jest to niestosowne. Mam nadzieję, że w swoich relacjach, postach wyrażam się jasno, co do naszej postawy: staramy się jeździć bezpiecznie i propagować bezpieczne aktywności. Wirus rozprzestrzenia się podczas kontaktu z innym zakażonym, więc wniosek jest prosty: unikajmy tych kontaktów! Zawsze podkreślam, żeby na siłę nie wybierać najbardziej popularne miejscówki w okolicy, to lepiej już nie jechać nigdzie i zostać w domu. Nadal będę namawiać do aktywności na świeżym powietrzu, do odkrywania nowych miejsc, poznawania nieznanych zakątków naszego kraju, ale pamiętajcie, że należy to robić z głową…

I nie, nie mam wyrzutów sumienia, i nie interpretuję tego w sposób: „że idę pustymi ulicami, tylko dlatego, że inni w tym czasie poświęcają się siedząc w domu”. Jeśli siedzą w domu, to jest ich decyzja. Przypominam, że na razie nie ma zakazu wychodzenia, przemieszczania się i podróży. A w takiej sytuacji nasuwa się jeszcze pytanie: dlaczego siedzą w domu? Nie koniecznie dlatego, że postępują odpowiedzialnie… Może dlatego, że wolą o tej godzinie jeszcze spać, może dlatego, że wolą oglądać telewizję, czytać książkę, a może dlatego, że jest zimno i nie chce się im wyściubiać nosa w taką pogodę, a może dlatego, że zwyczajnie na mieście nie ma co robić, bo wszystko jest zamknięte, albo dlatego, że po prostu nie lubią nigdzie chodzić, ponieważ są domatorami, a może dzisiaj nie najlepiej się czują, są chorzy, lub też wybrali inny rodzaj aktywności lub zupełnie inne miejsce… Nie mam zamiaru się nad tym zastanawiać, gdyż chcę robić swoje dopóki mogę 😉

I Wam też radzę robić swoje, ale z rozsądkiem i z głową, mając na uwadze dobro zarówno swoje, jak i najbliższych oraz całego społeczeństwa…