Znowu na sushi… z dzieckiem

sushiI znowu poszliśmy na sushi. Tym razem wstąpiliśmy do baru sushi Kyokai w Poznaniu. Była to nasza rocznica ślubu i postanowiliśmy ją odpowiednio uczcić, a że nie mieliśmy co zrobić z Grzesiem, zabraliśmy go ze sobą. O Kyokai słyszeliśmy już nieco od naszych znajomych, ale nie mieliśmy pojęcia, czy można tam przyjść z małym dzieckiem. Jak się okazało – można.

Co prawda, wchodząc do lokalu trochę się przestraszyłam, że nie jest to miejsce dla dziecka, gdyż całe pomieszczenie to bar, przy którym siada się na wysokich krzesłach barowych i raczy potrawami krążącymi wokoło, przygotowanymi i podawanymi na bieżąco. Na szczęście okazało się, że jest jeszcze górna kondygnacja, gdzie można z dzieckiem zjeść.sushi1

Udaliśmy się więc na pięterko po mocno skręconych schodach. I faktycznie – obok kilku stolików, było również wysokie krzesełko i kosz pełen zabawek. Grześ natychmiast poleciał sprawdzić jakież to skarby kryją się w pojemniku. My w tym czasie rozgościliśmy się przy jednym ze stolików i czekaliśmy aż podadzą jedzonko. Nie trwało to długo, bo za jakąś chwilkę przyniesiono nam zamówione danie.sushi3

Sushi było całkiem smaczne, choć ryż niestety się rozlatywał. Niektórych kawałków nie można było wziąć w całości, były zbyt sypkie. Jednak w środku nie żałowano ryby, widoczne były duże kawałki. Zjedliśmy wszystko do ostatniego kęsa :).

Zauważyliśmy jednak minusy: zabawki dla dziecka owszem są, ale gdzie i jak mały człowieczek ma się nimi bawić? Żadnego stoliczka i krzesełka nie ma, więc pozostaje podłoga, której czystość budzi zastrzeżenia i dywanik, który jest już w sushi2opłakanym stanie – brud na nim widać gołym okiem. No nic, pomimo wszystko, pozwoliliśmy Grzesiowi buszować po podłodze, bo zaraz po powrocie mieliśmy w planie „pranie” dziecka i jego ubranek. Jeszcze jedna uwaga: trzeba było bardzo uważać na dziecko, gdyż strome, kręcone schody nie były zabezpieczone, a barierki przy nich takie, że nawet kilkulatek mógłby przelecieć.

Mimo kilku udogodnień, z dzieckiem już raczej tam nie wrócimy. Może kiedyś jeszcze przyjedziemy, ale sami. Wówczas z pewnością skorzystamy z miejsc przy barze, aby popatrzeć jak przygotowuje się te uwielbiane przeze mnie specjały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.